fotografia nr 35

 

                                                             Życie Bobera

Bober Banary to nie jest prawdziwe imię i nazwisko. Te wiadomości, które posiadam od Thomasa Snake’a, zawierają informacje o tym jak mały chłopiec, został podrzucony pod bramę szpitala. Ze względu na fakt, że jest to kolejny rozdział tej historii, nie będę na tym etapie do niego nawiązywał, ani w żaden sposób go teraz interpretował. Mogę tylko powiedzieć, że ówczesny ordynator szpitala Josef Beuer nadaje chłopcu imię. Na życzenie (wniosek) siostry Cecylii Masterson brzmi ono: Johny. 

Siostra Masterson widnieje na fotografii, obok młodziutkiej Lisy Mcburry trzymającej małego chłopca. To John  siedzi w wózku. Data przyjęcia Johnego do Cromwell House jest nadal nieznana. Według dwóch niezależnych źródeł, okoliczności podrzucenia są takie same. Tuż po wschodzie słońca, pod bramę szpitala podjechała dorożka. Ze środka wysiadł starszy mężczyzna, wyciągnął zawiniętego w koc chłopca, który nie mógł stać o własnych siłach. Przyjęcia dokonał strażnik pilnujący bram szpitala, niejaki Finn. Pierwszych oględzin dokonała siostra Masterson oraz doktor Bale, stwierdzając całkowity zanik mięśni, brak koordynacji wzrokowo-ruchowej, a po dokładniejszym badaniu: upośledzenie umysłowe.

To jedyna fotografia Banarego, jaką dysponuje Snake oraz policja.

 

 

 

 

 

 

fotografia nr 36

 

Życie w Cromwell House było dla dzieci koszmarem. Początkowo zdiagnozowany Johny B. zwany Nowym, długo nie może sobie znaleźć miejsca. Doktor Beuer decyduje się na hipnozę, po której Johny trafia pod ścisłą obserwację.  Do Londynu zostaje ściągnięty z Austrii profesor Sigmund, przyjaciel i mistrz ordynatora Beuer'a. Podczas sesji z jego udziałem, dotąd autystyczny i umysłowo upośledzony Johny wymawia słowa, które zmieniają oblicze nauki.

 

 

 

 

fotografia nr 37

"Nowy" - tak o nim mówiono po przyjęciu do szpitala, aż do osiągnięcia dojrzałości. Potwierdzono już, że w sierpniu 1918 roku zawiniętego w koc chłopca podrzucono pod bramę szpitala.

Johny B. jak go później nazywano, wychowywał się w szpitalu do ukończenia dwudziestu jeden lat, a następnie pracował w przyszpitalnym prosektorium. Nigdy nie opuścił Hammersmith. Nabył najpierw willę przy Caroline Street, a następnie dobudował kopułę na piętrze, z przeszkloną podłogą, przez którą obserwował życie innych domowników.

Dopiero dokumenty odnalezione przez Chorwatkę, badającą wyspy Brioni (Brijuni) pokazują, że Johny B. spotkał się z synem niejakiego Carl'a Kupelwiser'a, który był synem wielkiego przemysłowca Paul'a Kupelwiser'a.

Spotkali się na wyspach w 1938 roku, na kilka miesięcy przed popełnieniem samobójstwa przez Carl'a.  

 

 

 

 

 

fotografia nr 38

Dzieci przewożono do pobliskich szpitali w celu odseparowania najcięższych przypadków. To tu, po raz pierwszy w dokumentach pojawia się nazwisko doktora Blake'a. Proceder z dziećmi, które nie rokują, oraz jednostkami najsłabszymi prowadzi najpierw właśnie doktor Blake. Podczas kontroli policji, ordynator Beuer nie zostaje zatrzymany.

 

Snake dotarł w materiałach policji do fotografii i notatki, jakoby Banary był przewieziony do USA tuż po wojnie, a potwierdzać to miała fotografia z Hospital for Sick Children w Ormond. Jednak nie ulega wątpliwości, że chłopiec stojący przy drugim łóżku na zdjęciu po prawej, nie jest Bober Banarym.

 

 

 

fotografia nr 39

 

 

Wątek Brijuński

Poszukując śladów pochodzenia Bobera Banarego, Snake dotarł do wątku wyspy Brijunii. Wyspę, położoną przy obecnych terenach Chorwacji, kupił w 1893 roku. W jakich okolicznościach dowiedział się o Banary'm dokładnie nie wiadomo, choć trop prowadzi do znanego austriackiego psychiatry.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rok 1974 lub 1977.  Czasy współczesne i początek tworzenia Makiety Miasta.

                                 

 

 

 

 

                                                         Lista Bobera

Bober rozpoczął od ogłoszenia w prasie. Po całkowitym (w jego mniemaniu) rozszyfrowaniu treści z otrzymywanych papirusów, Banary był pewny, że posiada już instrukcje. Rozpoczął procedury pozyskiwania dzieci. By to mogło się stać, musiał pozyskać całe rodziny. Pomysł z wynajmowaniem swej willi sprawdził się od razu, a właściwie od pierwszego ogłoszenia, na które otrzymał dziesiątki odpowiedzi z deklaracjami rodzin (rodziców), że chętnie zamieszkają w londyńskiej willi w zamian za opiekowanie się i podlewanie kwiatów. Najpierw prowadził wstępną selekcję, polegając wyłącznie na krótkim opisie rodziny i jej członków oraz na załączonym zdjęciu. Kiedy rodzina spełniała jego wymagania, a właściwie znajdował się w niej syn, nastolatek – wtedy Banary dopytywał o szczegóły. Wysyłał odpowiedź prosząc o dokładniejsze opisy i dużo więcej fotografii.

Willa Bobera umiejscowiona była w mało uczęszczanej części Hammersmith. Była to jedyna ulica, przy której przeważała zabudowa pojedynczych domów. W większości przypadków posesje były ogrodzone, a same budynki stały daleko od siebie i z dala od wejścia z ulicy. Pozwalało to na zachowanie intymności i wyciszenia, z dala od wścibskich i ciekawskich oczu. Nawet policja miała problem z dotarciem pod drzwi właściciela. Dysponuję tylko takim zdjęciem. Po lewej stronie, Johny wyburzył część piętra i zastąpił je kopułą, o charakterystycznym, półkolistym kształcie.

 

 

Nie wiadomo dokładnie, czy w 1985 roku Bober Banary, zdecydował się pierwszy raz na stworzenie swojej figurki i wykorzystanie przekazanej w niej energii. Według tego co podaje Thomas David Snake, szkice oraz drewniane postacie gotowe były już na przełomie 1977 i 1978 roku, jednak nie dotyczyły Bobera. Ten newralgiczny fragment rozpisałem i ująłem w powieści w rozdziale dwunastym. Z tych informacji, które zdobyłem sam, będąc w Londynie oraz wg zapisków doktora, Banary dopiero po utracie księgi podjął tę decyzję, która otworzyła mu drogą na tamtą stronę.

 

Szkice wykonywane przez asystentki Thomasa Snake: Yovi Peruzzi oraz Penelope Ruiz, stworzyły na podstawie przekazu dzieci obraz starego Bobera. 

 

 

 

 

Fabularyzacja tego fragmentu była niezwykle trudna:

                      "Woodward. Prawdziwa historia Maxa Woodwarda" rozdział 12 str. 197.

"Długo leżał z przymkniętymi oczami, ocierając rękawem krople potu, który rosił mu czoło. Kiedy doszedł do siebie, wstał, opłukał twarz zimną wodą i usiadł przy biurku. Zapalił świece i rozłożył narzędzia. Przejrzał pilniki i sięgnął po wysuszone już zdjęcia. Zaczął rzeźbić.

     Przez kilka godzin formował swoją sylwetkę, zmieniając dłuta. Przy rzeźbieniu twarzy, co chwilę zerkał na fotografie. Precyzyjnymi ruchami zdejmował cienkie wióry drewna, przecierał papierem ściernym powieki i gałki oczne. Zdmuchiwał pył i dalej wygładzał. Ogromne zmęczenie zmusiło go do przerwania pracy. Podszedł do monitorów, a kiedy upewnił się, że żaden z samochodów nie czatuje pod domem, podszedł do sofy. Zamknął oczy i po chwili chrapał. Spał niespokojnie. Rzucał się, pojękiwał. Oczy przysłonięte powiekami nieustannie poruszały się. Spadł na podłogę tuż po świcie. W szafce z wiktuałami wygrzebał jakieś resztki, posilił się, przebrał i wyszedł. Na biurku została jego drewniana figurka. Przez park dotarł do budki telefonicznej. Odszukał w książce telefonicznej strony z nowoczesną elektroniką telekomunikacyjną. Sprawdził adres i zawrócił w stronę centrum. Sprawdzając po drodze tabliczki z nazwami ulic dotarł w końcu do sklepu z elektroniką."